piątek, 29 marca 2019

Szok i niedowierzanie: Rae Morris "Makijaż bez tajemnic"

Witajcie :*

W ostatnim czasie trafiło do mnie kilka książek dotyczących sztuki makijażu - poprzednie recenzje możecie przeczytać tu i tu, dziś pora na ostatnią z nich - "Makijaż bez tajemnic" Rae Morris (dostępny tu), którą czytałam dzięki uprzejmości Gandalfa. Zapraszam!





Książka podzielona jest na kilka części. Jak zwykle mamy w niej informacje podstawowe, związane z przygotowaniem skóry, narzędziami itp., tym jednak, co ją wyróżnia, jest hierarchia ważności elementów makijażu, którą uznaje autorka. Jej zdaniem makijaż oczu jest odpowiedzialny za efekt "wow", wymaga precyzji i czasu, dlatego należy robić go najpierw. Przyznaję, że jest w tym wiele prawdy, ułatwia to sprawę, szczególnie w przypadku pracy z brokatem czy sypkim pigmentem. Niemniej ciężko mi wyobrazić sobie kobietę z mocnym smoky eyes, która w trzęsącym autobusie próbuję nałożyć podkład (a taką wizję kreuje przed naszymi oczami autorka). 



Ciekawy punkt poradnika stanowią wskazówki dla oczu azjatyckich i pań po czterdziestce, które wymagają specyficznego podejścia, a rzadko się o nich mówi (szczególnie w naszym kraju).
Brwi co prawda dostały specjalny rozdział, ale moim zdaniem nie jest on kompletny, gdyż pokazuje przede wszystkim jak je regulować i rozjaśniać, nie skupia się za to na ich malowaniu, co może wynikać z osobistych preferencji autorki (w większości makijaży nie są one zbyt wyraźnie zaznaczone) lub jest znakiem czasów - książka ma już kilka lat.

Dużą część poradnika stanowią instrukcje wykonania konkretnych, czasem bardzo inspirujących, makijaży - jak dla mnie mogłyby być bardziej szczegółowe, ale są dosyć zrozumiałe i jesteśmy w stanie sobie z nimi poradzić, jeśli uważnie przyjrzymy się fotografiom i uruchomimy wyobraźnię ;).



Gdzie więc tytułowy szok i niedowierzanie? Otóż w jednym z fragmentów Rae Morris wywołała we mnie mikrozawał. Mianowicie jest to pokaz jak przerobić makijaż z poprzedniego dnia, jeśli nie chciało nam się go zmywać. Może to niektórym potrzebne, niemniej jest to praktyka niezdrowa dla skóry i (w moim odczuciu) nieco obrzydliwa. Resztki tuszu, sebum, bakterie... Fujka. Niech żyje czystość i demakijaż.

Ogólnie jednak jest to ciekawa pozycja, której lektura dostarczyła mi kolejnej dawki inspiracji, która w zawodach kreatywnych jest na wagę złota!

A jakie Wy macie podejście do "używanego" makijażu? Mielibyście ochotę nosić go przez kolejny dzień?
Buziaki :*

14 komentarzy:

  1. Kurcze mam tą książkę, ale chyba za mało dokładnie się wyczytałam, bo nie zauważyłam porady o przerabianiu wczorajszego makijażu ����
    Czytajac tego typu poradniki widac jak szybko zmienia się moda jeśli chodzi o nasz wyglad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. S.250 "Następnego ranka" w mojej książce ;).
      To prawda, czasem to prawie jak badania archeologiczne ;D.

      Usuń
  2. Dla osób, które intwrwsija się trendami w make up książka to na pewno must have
    Co do teto wczorajszego makijażu - też jestem na nie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z poprzedniego dnia!!! Dziękuję...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta ozycja bardzo mnie kusi i wiem ze ja zakupie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. fajne są takie książki. Zawsze można zaczerpnąć nowej wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam, że nie jestem zainteresowana taką książką. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie do końca Twoja działka ;). Ważne, żeby znaleźć swój gatunek!

      Usuń
  7. Dla mnie makijaż już po kilku godzinach się do niczego nie nadaje... Niemniej wydaje mi się to jedna z ciekawszych książkowych pozycji dot. makijażu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Czasem wracam do domu styrana i makijaż już nadaje się tylko do zmycia. Myśl, że miałabym nosić go jeszcze kolejną dobę jest obrzydliwa.

      Usuń